Triathlon Energy Duathlon Energy Energy Meeting MTB Energy Run Energy Energy Events

Klaudia i Darek: Wierzymy w siłę marzeń

Triathlon energy

17.03.2018 497

Klaudia i Darek: Wierzymy w siłę marzeń

Niczego w życiu nie żałują. O porażce mówią, że jest drugą stroną sukcesu. Ciężko pracują mimo przeciwności. Wychowują wspólnie trójkę dzieci, znajdują czas na treningi do triathlonu oraz pracę. Jeśli im czegoś brakuje sięgają po to. Uczą się tego. Wierzą w marzenia i dążą do nich krok, po kroku. Kochają pomagać innym ludziom. Klaudia i Darek Rzepeccy to para jakich mało. Tegoroczni ambasadorowie Triathlon Energy 2018.

Niemożliwe nie istnieje?

Klaudia Szczęsna-Rzepecka: Kiedy związaliśmy się z Darkiem, to zaczęliśmy tworzyć wszystko od zera. Ja zaczęłam po rozstaniu z byłym partnerem nowe życie. Nie mając zupełnie nic, w sensie materialnym, ale mieliśmy siebie, a ja to co najważniejsze, czyli dzieci. Mieliśmy plany, cele i wierząc w to, co powtarzam bardzo często, czyli ’’niemożliwe nie istnieje’’, poszliśmy w to i cały czas, od pięciu lat udaje nam się osiągać plany i odnosić małe sukcesy ;).

Dariusz Rzepecki: To jest bardziej żony hasło, ale mi się wydaje, że gdzieś tam myślę podobnie. Podświadomie lubię sobie udowadniać, że coś potrafię. Moim hasłem jest bardziej "chcieć to móc". "Niemożliwe nie istnieje" jest takie amerykańskie, a ja działam pod rynek polski. Niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie po prostu przejść.

Może nie, ale warto dążyć do spełniania marzeń. Znacie takie powiedzenie "Uważaj, o czym marzysz, czego sobie życzysz"?

Klaudia: My jesteśmy tacy, że wierzymy w siłę marzeń, a to jest nic innego jak cele, do których się po prostu  dąży, i które się spełnia, pracując na nie codziennie. Ponieważ może być tak, że marzysz o czymś całe życie i to się nigdy nie ziści – oczywiście, ponieważ samo nic się nie wydarzy ;). My po prostu poszliśmy tam, gdzie trzeba. Wiesz w ogóle, czasem tak jest, że jeśli przełamiesz się i zrobisz krok w kierunku, który Ciebie stresuje, którego się boisz, to wszystko idzie do przodu. My też często musieliśmy się przełamywać i aby cokolwiek osiągnąć zaczęliśmy z Darkiem wychodzić gdzie się da, nawet na osiedlowe pikniki wyborcze, gdzie zachęcaliśmy ludzi do aktywności sportowej i nawoływaliśmy do zmiany stylu życia na ten zdrowszy ;). A teraz mamy takie możliwości, by wychodzić na scenę i mówić do ludzi o naszym doświadczeniu życiowym oraz sportowym. Wcześniej nie pomyślałabym, że będzie to w ogóle możliwe, a widzisz, to jest część tych naszych marzeń ;)

Darek: Napisałem o tym post na facebooku ostatnio. Klaudia ogólnie jest wizjonerką. Ja też mam marzenia, ambicje, ale jestem realistą. Trzeba też uważać o czym marzymy, bo możemy się przejechać. Ktoś np. modli się do Boga: "Panie Boże, chcę być cierpliwy i nie chcę się denerwować", a potem Pan Bóg wystawia nas na próbę, ale nie podaje od razu tę cierpliwość na tacy. Ja mam takie przemyślenia, że trzeba sobie przeliczyć koszty, czy jestem w stanie zapłacić tę konkretną cenę za spełnienie marzenia i nie mówimy tu o finansach tylko. Bardzo często spełniają nam się rzeczy, o których myślałem kiedyś. Triathlon też wrócił do mnie po 15 latach, a kiedyś sobie go wymarzyłem.

Macie za sobą trudne doświadczenia życiowe. Darek - wiele lat emigracji w Londynie, Klaudia - rozpoczynanie po rozstaniu na nowo, z dwójką dzieci. Czujecie się dziś mocniejsi? 

Klaudia: O wiele mocniejsi. Ja teraz wiem, że już nic mnie nie złamie. Mogłabym teraz wszystko stracić i dam sobie radę. Najważniejsze jest to, że dzieci są zdrowe i ja jestem zdrowa.

Darek: Ja jestem osobą, która niczego nie żałuje. Porażka to jest druga strona sukcesu, która nas prowadzi. Ja wręcz nienawidziłem Anglii, a z drugiej strony dużo jej zawdzięczam. Moja kariera trenera tam się rozwinęła. Zmieniłem też mentalność, nie czuję się uwiązany z polskim myśleniem, miałem okazję poznać wiele kultur. Jestem mieszkańcem świata i jestem otwarty, to znaczy, że potrafię zmienić nagle swój świat i np. związać się z kobietą z dwójką dzieci. Po prostu stanąłem na wprost tego zadania. Nie ma w moim odczuciu trudniejszych wyzwań jak życie rodzinne.

Właśnie, co do rodziny. Jesteście aktywni sportowo i zawodowo jako trenerzy personalni, wychowujecie trójkę dzieci. Jak udaje się Wam to wszystko pogodzić?

Klaudia: Gdy miałam tylko  dwójkę dzieci, to byłam dobrze zorganizowana. Jak doszło trzecie, czyli nasz Loczek, plus ogrom pracy, szkoleń, to ta organizacja mocno się popsuła, ale bardzo nad tym pracuję codziennie i mogę powiedzieć, że jest coraz lepiej ;) Co do pogodzenia aktywności naszej i dzieci to żaden problem. Dziewczynki kochają się ruszać i naśladują nas codziennie, mój syn natomiast jako zbuntowany 14-latek póki co jest oporny, ale i na niego znaleźliśmy sposób, aby oderwać go od komputera.

Darek: Na pewno musimy dziękować tutaj Stwórcy, ale też mam wspaniałą teściową, która nam zawsze pomaga. Bierzemy ją teraz na fit wakacje i będziemy mogli z Klaudią trenować. Staramy się traktować nasze trenowanie jako pracę. Jesteśmy freelancerami i pracujemy tyle, ile chcemy. Ja głównie trenuję crossfit, Klaudia głównie pracuje online. Mieliśmy też jaja, żeby sobie wywalczyć tę pracę, trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce. Każdy może sobie taką sytuację wypracować, która pozwoli na spełnianie marzeń. Był taki czas w naszym życiu, gdzie nie mieliśmy nic. Czytaliśmy wtedy dużo materiałów o rozwoju osobistym. Przez dwa lata pisaliśmy cele, konkretne cele z konkretną datą, bardzo wiele z nich się spełniło. Mieliśmy te marzenia i chęć do pracy. Czasem trzeba sobie głośno przypominać to, co chcemy. I właśnie to, co chcemy zawsze przychodzi do nas z jakąś ceną i pytanie czy jesteśmy w stanie zapłacić tę cenę.

Dzieci też widzą Waszą pracę, Wasze podejście. Czego chcecie ich nauczyć, co przekazać?

Klaudia: Często im mówimy, żeby robili to, co kochają, żeby szli w tym kierunku. Żeby to było ich pracą. Realia są różne, wiadomo, ale tak uważam i zdania nie zmienię i oczywiście wspieram i będę wspierać dzieci w ich wyborach!

Darek: Cokolwiek robimy, żyjemy w przekonaniu, że nic w życiu nie dostajemy za darmo. Uczymy, że trzeba sobie zapracować, doceniać. To oszczędzi rozczarowań dzieciom. Na pewno też żyjemy z pasją, jak podpowiada nam serce, nasza dusza. Choć bycie rodzicem daje też do myślenia: "czy ja mogę właśnie tego chcieć"? Jak się nie miało rodziny to łatwiej było żyć z pasją.

Zainteresowania Waszych dzieci również krążą wokół sportu?

Klaudia: Zuzia wzięła udział w duathlonie i zdobyła swój pierwszy medal. Maja zaczęła trenować gimnastykę artystyczną i jest bardzo dobra. Robi to co lubi. Mikołaj natomiast robi to czego nie lubi do końca, tak mówi, aczkolwiek ja wiem i widzę, że po każdym treningu jest z siebie zadowolony, wydaje mi się, że to taki wiek, że nawet jak coś się podoba to się podroczę i powiem, że nie, żeby tylko się nie zgodzić z rodzicami ;)

Darek: Moja córka sama powiedziała, że kocha moje życie i lubi to co robię. Czasem się zastanawiam czy kiedyś dziecko mi nie wygarnie, że człowiek jeździł na rowerze, zamiast się bawić. Najstarszy się buntuje, ale odnieśliśmy sukces, bo zaczął chodzić na nasze zajęcia z crossfitu. Po prostu dałem mu telefon, ale on miał sobie na niego zapracować. Mamy umowę, w której rozpisaliśmy jego zadania, np. to, że ma dbać o siebie, raz w tygodniu uprawiać sport, regularnie robić porządki, podchodzić z szacunkiem do siostry, itd. Od tej pory nie mamy z nim żadnych problemów, a on się cieszy, że może sobie na ten telefon zapracować, no i zaczął ćwiczyć. Maja lubi ćwiczenia gimnastyczne, szpagaty, odstawia różne sylwetki. Dziewczynki po prostu przejęły to naturalnie, jak chcą iść w sport to chcemy im dać te możliwości. 

Na co dzień motywujecie innych, zachęcacie do pracy nad sobą, wysyłacie pozytywną energię. Skąd sami ją czerpiecie?

Klaudia: Mój mąż powie, że jestem niepoprawną optymistką. Ja zawsze mówię, że "wszystko będzie dobrze", jestem właśnie tak pozytywnie nastawiona do życia. Moje dzieci są zdrowe, moi bliscy są zdrowi, czym ja mam się martwić, tym, że mam za gruby tyłek? Mam takie nogi, a nie inne, ale albo nad tym pracuję, albo nie i nie narzekam. Chciałam wyjść na scenę w fitness sylwetkowym i wyszłam dwukrotnie. Chciałam wystartować w zawodach crossowych i wystartowałam, wymyśliłam sobie triathlon i trenuję. Po drodze dostałam astmy, miałam co chwilę zapalenie spojówek, chore zatoki, ale mówię: "chcę zrobić teraz triathlon to zrobię". Jak czegoś naprawdę nie możesz, jak ja z tymi nogami - nie urosną mi :), to to akceptujesz, pracujesz nad nimi z rozsądkiem albo dołujesz się do końca życia.

Darek: Skąd ja czerpię taką energię? Wszystko robimy po to, żeby wypełnić pustkę, którą każdy ma. Często robimy to nieświadomie. Dla mnie sport, który trenuję - wszystkie triathlony, „Ironman'y” są spełnianiem marzeń małego Darka, dzieciaka. Był czas, że nie miałem łatwo w życiu. Mogłem skończyć jak moi koledzy z bloku, z alkoholem, narkotykami. Ale zawsze miałem w sobie ambicję, pracowitość i pasję. Wszystko robiłem z pasji, a nie dla pieniędzy. I chyba to mnie ratowało. Chcę pokazać sobie, ale i innym, że mając nieciekawą sytuację można mieć fajne rzeczy. Nie po amerykańsku, na zasadzie: "I can, U can", bo nie każdy zrobi Ironmana, ale każdy jest w stanie poprawić swoją perspektywę i znajdzie coś dla siebie.

To wszystko brzmi bardzo optymistycznie i motywująco. A jakie momenty są najtrudniejsze w życiu codziennym i zawodowym i jak sobie z nimi radzicie ?

Darek: Mamy z Klaudią bardzo podobne zalety i te same wady. Jedną z nich jest organizacja. Na tym polu leżymy oboje, jeden mniej, drugi bardziej. Druga rzecz, której się uczymy to oszczędzanie - osobno jest dużo łatwiej. Choć przy trenowaniu do triathlonu jest ciężej o oszczędności. Masażysta i fizjoterapeuta raz w tygodniu - ja muszę to mieć przy moich dolegliwościach, a to ok. 1000 zł miesięcznie. Suplementacja to ok. 200 zł miesięcznie na osobę. Rozpiski treningowe - ok. 400 zł za miesiąc, plus starty i dojazdy. Barcelona kosztowała mnie 600 euro, Chiny będą kosztować około 10 tys. zł.

Klaudia: Gdy zmieniałam życie i odchodziłam z poprzedniego związku, ale dodam, że i tutaj z byłym partnerem wszystko się poukładało ;), musiałam niestety pracować rano i wieczorem, bo taka jest praca trenera i wszystko jest ok, ale niestety kosztem czasu z dziećmi. Zagryzłam wtedy  zęby i dałam sobie rok, obiecując dzieciom, że wkrótce to się skończy! I słowa dotrzymałam! Darek dalej pracuje wieczorami, ale też już mniej. A moja mama kiedy trzeba zawsze mi pomaga. Teraz natomiast, gdybym nie wymyśliła sobie triathlonu, to nie miałabym w zasadzie problemów z czasem, bo jednak treningi triathlonowe sporo czasu pochłaniają. Moja mama bardzo mi pomaga. Pracuję też często online i tu właśnie wychodzi moje niezorganizowanie, bo np. nie zdążę rano zrobić wszystkiego, zanim dzieci wrócą ze szkoły. To jest to, co mi sprawia największy problem, ale nad tym pracuję!

To jak wygląda Wasz normalny dzień roboczy?

Klaudia: Darek praktycznie co dzień prowadzi zajęcia rano, a ja jadę na 2-3 personalne (treningi, dop. red.). Po czym robię swój trening, później wracam do domu, ogarniam mieszkanie i pracuję online. Do ok. 14.30 dzieci wracają i nie zawsze z wszystkim zdążę. Jeśli dojdzie jeszcze drugi trening (do triathlonu, dop. red.), to nie wiem jak to wszystko pogodzę, ale i na to właściwie mam już plan ;). Darek dziennie pracuje ok. 4-6 godzin, jako że żona zarabia to może pracować mniej (śmiech). Ja pracuję ok. 2 godziny dziennie poza domem, nie zrezygnuję zupełnie, bo chcę pomóc dziewczynom, które z resztą bardzo lubię no i fajnie jest mimo wszystko wyjść czasem z domu nie tylko na trening ;).

Co robicie z wolnym czasem? Jak go spędzacie?

Darek: W soboty niestety mamy ostre trenowanie, Loczek ma też basen. W niedzielę czasem leniuchujemy, gramy w gry na X-box, obejrzymy też jakiś film. Dziś Klaudia miała swoje pierwsze 15 km i jej kibicowaliśmy z Loczkiem. Czasem jesteśmy na maksa zmęczeni i nie mamy siły na nic. Jak jest ciepło to np. biorę Loczka na rower i jadę nad wodę.

Co jest dla Was największą motywacją, zarówno w sporcie, w pracy, w życiu?

Klaudia: Ja bardzo lubię przełamywać bariery, lubię dowiadywać się co jest po drugiej stronie strachu. Jak tego nie zrobię sama, to kto mi powie jak to będzie? To zwykła ciekawość życia oraz chęć przeżycia przygody! Czego się nie podejmę to lubię zrobić to w stu procentach! Jeśli chodzi o sport i treningi to jestem zdyscyplinowana, poukładana - jednak potrafię ;). W każdym sporcie wygląda to inaczej - w fitness sylwetkowym patrzysz na ten progres w sylwetce, trochę obsesyjnie patrzysz w lustro czy ten kaloryfer już wyszedł czy jeszcze nie. Dla mnie to było przeogromne, dwukrotne doświadczenie dla trenera i przygoda, ale na dłuższą metę mnie to nie kręci, mimo że lubię dobrze wyglądać ;). Sport sylwetkowy jest trochę próżny, jak każdy z nas, ale nie, to nie moja droga do końca. Triathlon to zupełnie coś innego, mogę już powiedzieć, że coś jeszcze trudniejszego, ale co zrobić jak przełamywanie barier mnie kręci ;).

Darek: Ja od dziecka miałem chęć pomagania innym. Zawsze byłem bardzo religijnym chłopcem, chciałem być księdzem i to takim niezwykłym księdzem jak Popiełuszko. Potem przyszło ratownictwo, chciałem być jak najlepszym ratownikiem, aby móc jak najlepiej pomagać. Wtedy  już miałem styczność z triathlonem. Potem szukałem nowych rzeczy, zaczęła się siłownia, następnie coaching. On też się wziął z chęci pomagania, chciałem pokazywać ludziom, że mogą. Przykładem jest moja żona, która trenowała na siłowni, a teraz została trenerką personalną i to bardzo dobrą. Chcę pokazywać ludziom, że mogą robić dużo fajniejszych rzeczy, że mogą robić więcej. Chodzi o zapalenie iskry w ludziach.

Czy jest coś, co potrafi Was zdemotywować, podciąć na moment przysłowiowe skrzydła?

Klaudia: Zdarza się, że na chwilę wybije mnie z rytmu jakiś hejter, ale to rzadko. My mamy jednak mało hejterów ;) ale się zdarza. Czasami jakaś choroba w trakcie treningów, zmęczenie, to są takie demotywujące rzeczy na chwilkę, ale potem wracasz do siebie i jest ok.

Darek: Tak, zawsze jak się nie układa w rodzinie, to mi się nigdzie nie układa. Dla mnie to jest najważniejsze. Klaudia zrobi trening, ja już nie zrobię treningu. 

Jak się poznaliście?

Klaudia: Byłam jego podopieczną. Trenowałam fitness i potrzebowałam zmiany, po pierwszym crossficie zapisałam się od razu na personalny. Potem się zaprzyjaźniliśmy i czuliśmy się jak dwie połówki jabłka ;). Zakochaliśmy się w sobie jak para nastolatków, szybko zaskoczyła ;) nas ciąża po 5 miesiącach znajomości. Wcześniej bym sobie na to nie pozwoliła. No i tak to się wszystko rozwinęło i dodało skrzydeł jeszcze bardziej mimo, że to było mało odpowiedzialne posunięcie ;).

Darek: Klaudia zaimponowała mi urodą i tym jak ćwiczyła. To był jedyny raz, kiedy nie zachowałem się profesjonalnie w pracy. Ale to nie był romans, tylko strzała amora i tak się potoczyło. Klaudia to jest kobieta dokładnie taka, o jakiej marzyłem. To jest też odpowiedź na Twoje pytanie o marzenia. Klaudia jest wojownikiem, jest jak Wonder Women, która ratuje świat.

Urzekła Cię w niej ta wojownicza natura?

Na pewno uroda. Jest przepiękną kobietą. Jej pracowitość, to jak ćwiczyła. Wtedy każda jej część i wszystko co robiła - ja byłem na TAK. To jest kobieta, która budzi podziw, wtedy na zajęciach też była najlepsza, ma duszę sportowca.

A czym Darek zaimponował Tobie Klaudia?

Klaudia: Szczerość, bezpośredniość? Darek jest tak szczery, że aż czasem niemiły, a ja to lubię. On też jest fair bardzo do ludzi i ja to bardzo cenię.

Jakie macie marzenia sportowe? Wiem, że Klaudia przygotowuję się do pierwszego startu w IM.

Klaudia: Z jednej strony nie mam takiego parcia, ale z drugiej chciałabym wygrać, ale jeszcze co - nie wiem. W fitness sylwetkowym stanęłam już na finałowej scenie i to po 5 miesiącach treningów. Przy dziewczynach, które całe lata się starały. Śmiały się niektóre z nich, że przyszła taka z crossfitu (śmiech). Nie chodzi tu oczywiście o chwalenie się, ale to naprawdę okazało się niesamowitym sukcesem dla mnie, każdy kto trenuje cross wie o co chodzi. Ale gdybym miała o podium walczyć, to wydaje mi się, że musiałabym niestety sięgnąć po niedozwolone środki, a w to się oczywiście bawić nie chciałam. A teraz za to przygotowuję się do startu w Gdyni w połówce (Enea Ironman Gdynia, dop. red.).

Darek: Na pewno fajnie byłoby wystartować na Hawajach, zostać mistrzem świata. Na pewno jest to zostanie ultramenem. Lubię robić rzeczy unikalne, to by mnie bardziej zmotywowało, niż po raz kolejny zrobienie Ironmana. Staram się nie gubić w tym wszystkim, nie za wszelką cenę. Ale jeśli nadarzy się okazja, to sięgać po te rzeczy. Teraz będę w Chinach na połówce, gdzie będzie możliwość zdobycia slota do RPA.

Co Wam osobiście daje trenowanie do tych ciężkich zawodów, co może dać start, czego się spodziewacie?

Klaudia: Tak jak już wspominałam, lubię sprawdzić co jest po drugiej stronie. Wiem, że triathlon to jest niesamowita przygoda. Poza tym to nauka nowych rzeczy, ja się dopiero nauczyłam pływać kraulem w październiku. Jeszcze nie nauczyłam się jeździć na szosie. Nie mam roweru jeszcze nawet. Jeżdżę na Darka rowerze, na trenażerze na razie. Mimo że genetycznie jestem przystosowana do krótkich dystansów, moja sylwetka jest zdecydowanie bardziej sprintowa, niż maratońska i to wszystko nie jest łatwe, ale ciężką pracą do zrobienia ;).

Darek: Ktoś mi powiedział, że zawody to jest nagroda. Na pierwszym IM w Barcelonie tego nie czułem, bo miałem wtedy bardzo duży stres, zwłaszcza na rowerze. Miałem bardziej odczucie, że idę na wojnę i nie wiadomo, co się wydarzy. Teraz w kwietniu będą Chiny i czuję, że to jest właśnie nagroda, taka zapłata za treningi. Triathlon to jest duża praca nad charakterem, jest wiele korzyści rozwojowych. Poza tym dzięki temu, że mam trenera to uczę się trenować mądrze.

Co do trenowania... Oboje pracujecie jako trenerzy, współpracujecie ze sobą. W małżeństwie trudno się współpracuje zawodowo?

Klaudia:  Wiesz co, nie wiem czy trudno, z mojej perspektywy nie. Wiele rzeczy nauczyłam się od Darka trenując crossfit. Własne doświadczenie jednak jest najlepsze, aby przekazywać wiedzę dalej. Staramy się też ostatnio robić coś osobno, bo byliśmy za bardzo razem, a małżeństwo musi się czasem rozdzielić czego się uczymy. Ale na różnych eventach prowadzimy wspólne treningi i mamy też wspólne plany na przyszłość oczywiście.

Darek: Jest to trudne, bo czasem chciałoby się być szefem, a jednak w tej relacji jest to ciężkie. Klaudia teraz więcej działa online, ja robię treningi. Jest więc stabilnie. Teraz Klaudia jest motorem, wcześniej byłem nim ja, ale to kwestia przygotowania do IM. Musiałem zmniejszyć liczbę godzin pracy, żeby się przygotować. Ja albo pracuję mocno albo trenuję mocno. Nie da się wszystkiego na raz zrobić.

Klaudia jakim jesteś trenerem ?

Klaudia: Myślę, że uważnym. Bezpieczeństwo podopiecznego na pierwszym miejscu. Ale też potrafię nieźle rypnąć jak trzeba. Darek to jest harpagan, niektórzy się obrażają, bo taki jest: "nie podoba Ci się, to wyjdź". 

Darek jakim jesteś trenerem?

Darek: Mam straszną opinię. Jestem trenerem gburem, tak sam siebie określam. Ale według innych jestem humorzasty. Jestem trenerem nastawionym na wyniki, na rezultaty. Wiem, ile trzeba włożyć, żeby coś osiągnąć. Jestem takim wojskowym na treningach. Mam wizję, czasem chcę więcej od osób, które do mnie przychodzą. Choć jestem na etapie nauki jak to rozgraniczyć, że ja daję umiejętności, a reszta należy do ludzi. Jestem też osobą dosyć szczerą, nie każdy to przyjmuje godnie. Nie chcę być na siłę lubianym trenerem za to jakim jestem tylko za to, jakie daję efekty.

Wasze wpisy motywacyjne w mediach są często mocno osobiste, emocjonalne, szczere... Co chcecie przekazać ludziom?

Klaudia: Że niemożliwe nie istnieje. Całą tą rozmową chcę przekazać, że warto walczyć o marzenia, o siebie, do końca.

Darek: Staram się zbudować jakąś historię i dać ludziom argument, że można. My nie jesteśmy dla każdego, ale są osoby, którym możemy coś dać. My robimy to, co czujemy. Nie mam taktyki, po prostu piszę o tym, co życie nam przynosi, czuję potrzebę podzielenia się tym. Bezcenną rzeczą jest to, jak ktoś ci dziękuje za trening. Masz poczucie, że robisz coś dobrego, że zmieniasz trochę tę rzeczywistość.

Zostaliście ambasadorami cyklu Triathlon Energy. Gdzie będzie można się z Wami spotkać, porywalizować?

Darek: Wystartujemy w czterech lokalizacjach. W Gniewinie, Lidzbarku, Bełchatowie i Mrągowie. Jako ciekawostkę mogę dodać, że to też kiedyś było moje marzenie. Zostać ambasadorem. I się spełniło. Do zobaczenia na zawodach Triathlon Energy.

Rozmawiała Magdalena Gintowt-Dziewałtowska

Foto: materiały prywatne

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Partner Tytularny Cyklu

Sponsor Lotto Triathlon Energy

Patron medialny cyklu

Organizator

Aktywni - Swim, Bike, Run